czwartek, 30 sierpnia 2012

Noc była długa.



Bicie serca.
Rośnie tętno.
Chcę.
Cholernie chcę,
żeby to nie była prawda.
To co przeczytałam.
Przecież mnie kochałaś.
Byłyśmy dla siebie,
a nie przeciw sobie.
W jeden dzień
to wszystko
co nas łączyło,
obietnice,
siostrzane więzi,
więzi związku
-pękły.
Co z tego,
że wszystko umiera
wraz z moją duszą
na czele.
Co z tego?
Nikt nie potrafi mi pomóc.
Skąd mam wiedzieć
czy Twoje słowa
kierowane niegdyś do mnie
nie są puste.
Skąd mam wiedzieć
czy tak jak ja
zaglądasz często w nasze wspólne wspomnienia.
Skąd mam wiedzieć
co przygotowało dla mnie jutro.
Jak powietrza potrzebuję tego,
żeby bolała Cię moja nieobecność.
Wcale nie czuję się przez to lepiej.
Wcale nie jak człowiek.
Wcale nie chciałam poczuć się lepsza.
Po prostu staram się nie tonąć w swoistej wyobraźni.
Moją duszę przepełniła empatia.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

tylko Ty i setki wspomnień

Idę przez miasto.
Ciągle przez siebie.
Dookoła ciemno.
Przedzieram ciszę
moim cichym stukaniem
stóp.
Rozproszone cienie gdzieniegdzie.
Ściga mnie nikłe światło lamp samochodów.
Błądzę. 
W ręku trzymam moje kudłate myśli.
Odwiedziłam dworzec.
Zawsze fascynowały mnie pociągi.
Gnały przed siebie,
bez umiaru. 
Peron trzeci.
Odjechała ciężka maszyna
z jedenastoma wagonami.
Znów cisza.



Cisza to dobry moment
na zaprzyjaźnienie się z tym
co czyha w ciemności.

wtorek, 26 czerwca 2012

Owiń siebie moimi rękami.
Zapleć je na swoich biodrach niczym powiewającą na wietrze wstążkę. 
Poczuję się bezpiecznie.
Nigdzie nie odejdziesz.
Będziemy tak trwać na werandzie pod gołym niebem.
W powietrzu tylko woń wolności.
Jedenaście mil od cywilizacji.


Obsyp moją szyję pocałunkami i pilnuj, żeby żaden nie spadł.
Spraw, bym poczuła się bezpiecznie.
Pójdę z Tobą w dół drogi którą obierzesz,
gdzie stoi stodoła podpalona zaraz po naszym odejściu.
Zaśniemy na sianie
identycznie oddychając,
a serce jak kołatką zastuka.


Boże, spójrz mi w oczy
i nie nazywaj kłopotów po imieniu.
Nie należy szukać dla nich odpowiednich słów.
Wyrosły z biblijnej winorośli,
a ja nieświadoma tylko je pielęgnuję.






Uciekam, 
biorę oddech,
rzucam się ze skały,
modlę się w duchu,
by anioły mnie złapały.

niedziela, 24 czerwca 2012

I'm not shy.



Nie widzę sensu
odzywania się
jeśli nie mam nic ciekawego
do powiedzenia.
Jestem uczulona 
na zbyt nachalne
kontakty ludzkie. 
Najlepiej czuję się sama,
w swoim własnym towarzystwie.
Wśród swoich własnych
żółtych ścian.
Wśród swoich zakurzonych mebli,
które dużo już widziały,
dużo słyszały,
dużo przeżyły,
przesiąkły moim zapachem,
wspomnieniami.
Wciąż słuchają
mojego płaczu w nocy,
moich rozmów ze sobą,
moich myśli wypowiadanych na głos.
Są przy mnie,
ale co się z nimi stanie,
kiedy ja odejdę?
Ktoś zedrze bezuczuciowo
tapety ze ścian,
które codziennie czuły 
moją bliskość,
mój dotyk,
opieranie się plecami.
Zostanie tylko naga ściana.
Szara.
I nikt więcej na nią nie spojrzy
z uczuciem.
A może
nasz związek 
jest na tyle ścisły,
że i ta 
szara
naga
ściana
kiedyś zatęskni za mną.



Późno przyszedł sen.
Przyszedł i był zły.
Nie gniewaj się kochanie.
Umarłam wczoraj
-w wannie.

piątek, 22 czerwca 2012

niż ktokolwiek kiedykolwiek


Znów ten niewyobrażalny ból

po przeczytaniu tego wszystkiego.
Łzy,
które jedna po drugiej
spływają
z pustych,
niewyspanych oczu.
Wycieram je wciąż,
ale nie potrafię
przestać żyć


przeszłością.






Boże, znów to robię.
to się chyba skoń... nie skończy
już nigdy.
po raz kolejny
podchodzę to tej szkatułki
wyjmuję to co trzeba
(lub też nie trzeba...
nie powinnam, ale...)
idę do łazienki
jestem gotowa
tak
to jest ten moment
chcesz tego
bardzo
teraz albo nigdy
weź się w garść
to spełnienie Twoich marzeń
nagroda za życie
zrób to jak Cię uczyłam
jak ona Cię uczyła
widzisz ją co noc
to nie jest wytwór Twojej wyobraźni
zrób to
zrób to, ale nie patrz w lustro






następuje moment zawahania
różne myśli przechodzą mi przez głowę
jestem Niczym.
tak naprawdę.
patrzę w lustro
widzę te przemęczone, puste oczy
poddaję się.
powoli zsuwam się na ziemie
jestem bezsilna
opuściło mnie.


wszystko.

czwartek, 21 czerwca 2012

something new.



To co? Coś nowego? 
Zupełnie.
Znudziło mi się fotoblożkowanie. 
Musicie wybaczyć.

Mój mózg 
dokonuje jakichś 
zasadniczych adaptacji 
i przygotowywuje się do tego
co dzieje się dookoła mnie.
Podpowiada mi.
Słyszę,
ale szepty te, 
są wciąż zbyt ciche,
abym mogła dokładnie się wsłuchać.

Nie ma sensu.
Nie, nie, nie.
Nie teraz. 
Jestem już zbyt daleko. 
Nie mogę wrócić.
Nie mogę wrócić do czegoś, 
co tak bardzo mnie niszczyło.
Dałam słowo.
Sobie.
A słowo dane sobie
jest dla mnie najcenniejszym.