Owiń siebie moimi rękami.
Zapleć je na swoich biodrach niczym powiewającą na wietrze wstążkę.
Poczuję się bezpiecznie.
Nigdzie nie odejdziesz.
Będziemy tak trwać na werandzie pod gołym niebem.
W powietrzu tylko woń wolności.
Jedenaście mil od cywilizacji.
Obsyp moją szyję pocałunkami i pilnuj, żeby żaden nie spadł.
Spraw, bym poczuła się bezpiecznie.
Pójdę z Tobą w dół drogi którą obierzesz,
gdzie stoi stodoła podpalona zaraz po naszym odejściu.
Zaśniemy na sianie
identycznie oddychając,
a serce jak kołatką zastuka.
Boże, spójrz mi w oczy
i nie nazywaj kłopotów po imieniu.
Nie należy szukać dla nich odpowiednich słów.
Wyrosły z biblijnej winorośli,
a ja nieświadoma tylko je pielęgnuję.
Uciekam,
biorę oddech,
rzucam się ze skały,
modlę się w duchu,
by anioły mnie złapały.

Przestałaś już pisać ?
OdpowiedzUsuńCzy jeszcze masz zamiar coś tutaj pisać ?
OdpowiedzUsuńStwierdziłam, że to bez sensu skoro nikt tu nie wchodzi, ale w sumie to wznawiam to.
Usuń"Uciekam,
OdpowiedzUsuńbiorę oddech,
rzucam się ze skały,
modlę się w duchu,
by anioły mnie złapały."
Uwielbiam ten fragment *-*